Tagi

,

Poczułyśmy w końcu  z Karoliną, że wzywa nas zew przygody i że nie wystarcza błąkanie się uliczkami znanego już miasta jakim jest Oviedo, oraz weekendowy wypad do Gijonu. Też przypadkowe spotkanie z niesamowitą dziewczyną, Polką przemierzającą Europę autostopem, w dodatku samotnie, natchnęło nas do ruszenia w drogę.

Zatem w sobotni poranek, kiedy bezlitośnie świeciło słońce, stanęłyśmy na poboczu drogi i z wyrachowaniem wyprostowałyśmy kciuki, oczekując uprzejmego kierowcy, który zabierze nas do Leónu. Po kilkunastu minutach się zjawił, oferując podrzucenie do Mieres, miasteczka oddalonego o jakieś 30 km od Oviedo. Nie namyślając się więc długo, władowałyśmy się do samochodu. Pan kierowca, niezbyt śmiały,ale uprzejmy, choć na każde moje pytanie „Co warto zwiedzić w Asturii i okolicach”, odpowiadał zwięźle Salamanka i Salamanka 😉 Wszelkie próby nawiązania jakiejś konkretniejszej rozmowy spełzły na niczym, ale że trasa nie była długa, jakoś przetrwaliśmy wszyscy, i na pożegnanie już krzyknął tylko „Buenas, chicas, y suerte”.

Stanęłyśmy więc w Mieres, przy ulicy, oczekując na kolejny samochód, który zjawił się nadzwyczaj szybko 😉 Kolejny kierowca okazał się lekko zwichrowanym, pięćdziesięcioletnim dziadem o imieniu ( jak twierdził) Felix, w dodatku jak w piosence Kultu – bez zęba

na przedzie, skorym do zbereźności, ale po kilku stanowczych zapewnieniach , że nie jesteśmy nim zainteresowane, bo jedna ma męża do którego jedzie, a druga narzeczonego, dziad się poddał i siedział z obrażoną miną do końca trasy 😉 W sumie adrenalina poszła w górę, ale kiedy już wysiadłyśmy z samochodu w centrum Leónu, Feliks stał się tematem wszelkich rozmów do końca wieczora i powodem nieustannego wybuchania śmiechem.

Z racji, że Feliks podczas drogi siedział obrażony, i niewiele się odzywał, my wykorzystałyśmy czas do robienia zdjęć przez szybę samochodu. A było czemu, bowiem krajobraz na tej trasie jest nieprawdopodobnie różnorodny – od zieleni, poprzez góry, prawie skaliste, suche pola przypominające Andaluzję po opuszczone puebla z rozpadającymi się  ze starości domami.

Miasto wynagrodziło półtorej godziny jazdy z obrażonym dziadem. León, którego wizytówką jest gotycka katedra, powstało na równinie pomiędzy rzeką Torio a Bernesga za sprawą rzymskiego legionu, najprawdopodobniej Legio VII Germania, który osiadł tutaj w I w. Ich zadaniem było strzeckopalni złota w Las Medulas. Pozostałością obecności Rzymian jest obecnie zachowany prostokątny układ ulic, znajdujący się w miejscu, gdzie rozbili swoje obozowisko ( obecna starówka) oraz część murów, widocznych do dnia dzisiejszego ( tzw.  los cubos). od czasu, kiedy odnaleziono w Santiago grób św. Jakuba (IX w.), León stało się ważnym przystankiem dla pielgrzymujących. Przecinają się w nim dwie trasy:  camino de Santiago oraz camino mozarabe (z południa).

Wchodzimy w wąskie, przypominające Sevillę uliczki i natrafiamy na festyn – Mercado Arabe, Mercado Medieval i inne stragany, które jak się potem okazało pojawiły się z okazji trwającej podczas weekend w mieście fiesty San Froilán, kolejnego z cylku typowo hiszpańskich świąt,  z tradycyjną muzyką, strojami ludowymi i mnóstwem ludzi wylegających na ulice.

Na ulicy Ancha w południowo zachodniej części miasta, znajduje się jeden z ciekawszych współczesnych budynków w mieście, Casa de Botines, z końca XIX wieku. Budynek zaprojektował Antonio Gaudi, którego dzieła zachwycają w odległej Barcelonie. Casa de Botines z dwiema wieżami po bokach, ze spiczastym dachem oraz charakterystycznymi oknami na najwyższych piętrach, przypominak bajkowy zamek. Obecnie znajduje się tutaj siedziba banku. Naprzeciw budynku stoi wykonana  z brązu fogura mężczyzny z gołębiem ( choć jak dla mnie gołąb wyglądał jak kura), który w przeciwieństwie do aktywnego turysty, pochłonięty jest rysowaniem.

Na końcu calle Ancha ukazuje się XIII-wieczna gotycka katedra Santa Maria. Świątynia, ze względu na swoja smukłość, za sprawą wspaniałych witraży, które przepuszczając światło ożywiają jej wnętrze, a także dzięki swej wielkości i jakości wykonania jest nazywana jest la pulchra León – „pięknością Leónu”. W X wieku, gdy miasto zostało odbite z rąk muzułmańskich, Ordoño II zdecydował się ustanowić miasto stolicą Królestwa Leónu. Oddał biskupowi Fruminio II ziemie królewskie, znajdujące się w miejscu dawnych term rzymskich, by na ich miejscu postawić świątynię. W 916r. powstała preromańska katedra dedykowana najświętszej Marii Pannie, gdzie koronowano kolejnych władców Królestwa Leónu. W XIII wieku na jej miejscu powstała gotycka budowla, którą można podziwiać do dziś.

Katedra zachwyca swoją wielkością i monumentalnością ( choć i tak najpiękniejsza według mnie na razie jest ta w Sevilli), a także witrażami ( niestety, nie udało mi się zrobić zdjęć perfekcyjnie, więc trzeba się zadowolić tym, co jest ).

Niektóre z witraży katedry de Santa Maria zachowały się niezniszczone aż od XIII i XIV wieku.  Zajmują ogromną przestrzeń o powierzani 1800m², na którą składają się 3 ogromne rozety, 31 dużych okien, 74 poniższych i 10 dolnych. Witraże nadają świątyni delikatnej faktury i ocieplają ją, czyniąc bardziej dekoracyjną. Jednak, jak cała świątynia gotycka, mają także wymiar teologiczny i opowiadają pewną historię o znaczeniu głęboko symbolicznym. Opozycja wdzierającej się jasności do wnętrza mrocznej budowli symbolizuje Boską obecność, która rozjaśnia ciemności ludzkiej duszy. Patrząc na świątynię i jej układ wertykalny, można dostrzec, że kolejne jej poziomy odpowiadają średniowiecznej „drabinie bytów”: bazą jest „świat skały”, w wyższych partiach witraże ukazują świat roślinny, powyżej znajdują się przedstawienia zwierząt i ludzkich postaci, by na samym szczycie,  wnawie głównej ukazać świat nadprzyrodzony, profetów i postaci biblijne z centralną figurą Chrystusa.

W obrębie miasta znajduje się również słynna dzielnica . Barrio Húmedo (Mokra Dzielnica), która wzięła nazwę od użej ilości spożywanego alkoholu, a nie – jak twierdzą niektórzy – od padającego tutaj często deszczu ( którego nota bene nie ma wcale 😉 Od wieków jest to dzielnica kawiarni, barów i drobnego handlu. Niezliczona ilość kafejek i tawern kusi, by do nich wejść i zasmakować się w lokalnych tapas ( o których następnym razem, bo ich różnorodnośc zasługuje na oddzielne omówienie) a wąskie uliczki zachęcają, aby się w nich zgubić.

Cdn… 😉