Tagi

, ,

Jako że w León  planowałyśmy zostać tylko do poniedziałku, bladym hiszpańskim świtem, czyli koło godziny 9 ruszyłyśmy w stronę wylotu miasta. I mając cichą nadzieję, że tym razem kierowca okaże się rozmowny ( bo męczące jest nie rozmawianie przez całą drogę lub znoszenie fochów :> ), stanęłyśmy na poboczu prezentując kolejną tabliczkę z nazwą docelowego miasta, tym razem już Oviedo. Po niedługim czasie zatrzymał się samochód, do którego ochoczo wsiadłyśmy. Kierowca okazał się niesamowicie sympatycznym człowiekiem, mającym nieprawdopodobną wiedzę na temat nie tylko Asturii, ale całej Hiszpanii w ogóle. I co najważniejsze, był gadułą prawie jak ja. Pokazał nam małe miasteczko,  w którym mieszkają właściciele Zary, opowiedział masę ciekawych historii, i chętnie wypytywał o Polskę ( nie  zapomnę jego zdziwienia, jak dowiedział się, że w Polsce wesele zazwyczaj trwa 2 dni, – „Ale tak jeść i pić ? Przez 2 dni na okrągło ?!”). W pewnym momencie, powiedział, że nie jedzie do Oviedo bezpośrednio, bo jest właścicielem pensjonatu w małym miasteczku Cudillero, i zapytał gdzie chciałybyśmy wysiąść. Był to jeden  z wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności, które trafiły się po drodze – bo kilka dni wcześniej rozmawiałyśmy, że owo miasteczko jest kolejnym miejscem, które koniecznie musimy odwiedzić. Niewiele myśląc, spojrzałam na zegarek, a że było w okolicach południa i miałyśmy cały dzień wolny, odpowiedziałam „A jak, jedziemy do Cudillero”.

Miasteczko jest maleńką wioską rybacką, położoną nad portem, nieprawdopodobnie malowniczą i barwną. Jak dowiedziałam się od kierowcy, domy są pomalowane na różne kolory, bo dawniej, kiedy wszyscy w miasteczku żyli z rybołówstwa, każdy miał barkę lub łódkę, i były one kolorystycznie dopasowane do mieszkania. Teraz, oprócz rybołówstwa, miasteczko zarabia głównie na turystach ( ceny są kosmiczne, prawie jak nad naszym morzem). Zapewne trafiłyśmy w to miejsce po sezonie, bo było pustawo. Restauracyjne stoliki raziły bielą obrusów, smażalnie ryb wiały pustką i nie czuć było zapachu przygotowanych posiłków, na ulicach powoli przechadzali się pojedynczy ludzie a przez okna spoglądali znudzeni mieszkańcy. Niemniej, jest niesamowicie piękne. Kamieniczki są maleńkie, a zamiast chodników pomiędzy nimi wiją się serpentyny wąskich schodów ( bowiem zbudowane jest na skałach). Dużo by mówić, lepiej pooglądać zdjęcia, które choć ładne, nie oddadzą uroku miejsca.


Reklamy