Tagi

, , , , ,

Nie wiedzieć czemu listopad nie sprzyja podbojom ani wycieczkom. Jakoś specjalnie nie mam na to weny, ani czasu ( z łoskotem spadłą na głowę lista powinności), więc dnie upływają raczej pod znakiem nauki, choć nie znaczy to, że moje poznawanie Hiszpanii zostało zakończone. Wręcz przeciwnie. Skoro na wycieczki nie ma na razie ani czasu ani natchnienia, postanowiłam poczytać co nie co i folklorze Asturii. I  z radością stwierdziłam, że jest niesamowicie ciekawy.

Mitologia asturiańska zawiera w sobie opowieści, mity i całe spektrum postaci, co czyni ją niezwykle barwną. Większość z nich wywodzi się z czasów inwazji Celtów, Wizygotów czy Rzymian. Xana, Cuélebre czy Nuberu są postaciami najbardziej dla niej charakterystycznymi. Mitologia jest jednym ze znaków rozpoznawczych całej prowincji. Przeszłość Asturii pełna jest opowieści, mitów i fantastycznych krajobrazów, które na przestrzeni wieków przechodziły z pokolenia na pokolenie, kształtując równoległą historię. Na początku mitologia wykształciła się z religijności pierwszych wiosek w Asturii, które oddawały cześć słońcu i naturze. Wraz z przybyciem Celtów istniejące już mity przekształciły się w formę przystosowaną do zrozumienia życia przybyszów. To samo stało się później, podczas najazdu Rzymian, Wizygotów, czy nawet chrześcijan.
Owocem całej tej mieszanki jest znana dziś mitologia asturiańska. Obok lcznych opowieści, które przetrwały dzięki tradycji ustnej, a także pisemnej podczas ostatnich stuleci, najbardziej charakterystyczne są postacie, które owa mitologia wykształciła. Jako kolekcjoner folkloru zatem, po krótce, w kilku kolejnych ( choć zapewne nie chronologicznie kolejnych) wpisach spróbuję przedstawić te najważniejsze, i zarazem najciekawsze. A zacznę od tego, który wydaje mi się najbardziej zabawny 😉

Diañu Burllon – Diabeł Szyderca

W przeciwieństwie do tego, co zdawałoby się sugerować jego imię, Diañu Burllon jest totalnie odmienny od chrześcijańskiej koncepcji diabła. Jest mianowicie postacią, która cieszy się z wyśmiewania ludzi, ich przywar, robienia im dokuczliwych żartów, często w złym guście, ma też zdolność przybierania postaci zwierząt domowych, a czasem też ludzi ( co ciekawe nigdy nie są to kobiety). Oczywiście jego czyny nie powodują niczego dobrego, ale też nigdy nie powodują umyślnie szkody.

Z wyglądu bardzo przypomina znanego z klasycznej mitologii satyra lub fauna. Niewielki, z koźlimi kopytami, włochaty, z kozią bródką i rogami. Normalnie pojawia się w  lasach, czasami też można go spotkać na rzadko uczęszczanych szlakach, a jego żarty były dobrze  znane wśród wieśniaków. Istnieje wiele opowieści związanych z jego postacią. Poniżej kilka  z nich.

Avarico y Carmela

W Cavarii żył pewien Avarico ( Skąpiec). Którejś nocy, kiedy leżał w łóżku usłyszał, że ktoś głośno puka do drzwi jego domu.
– Wstawaj Carmela – powiedział Skąpiec do swojej żony – i dowiedz się, kto do jest, i czemu u diabła tak dobija się do drzwi.
Carmela otworzyła drzwi i zobaczyła mężczyznę siedzącego na wspaniałym koniu.
– Chciałabym, – rzekł nieznajomy – aby twój mąż poszedł ze mną i towarzyszył mi aż do królewskiego traktu; od pół godziny błąkam się po wsi i nie mogę tam trafić.
– Ja pójdę, panie – powiedziała Carmela – mój mąż jest dość delikatny, i chłód mógłby mu zaszkodzić.
Zaczęli iść na przód, i przy zejściu na królewski trakt nieznajomy polecił, aby Carmela udała się na spoczynek.
– Z Bogiem – powiedziała Carmela.
Mężczyzna usłyszawszy imię Boga, jakby zaczarowany, rozpłynął się w powietrzu, a w tym samym czasie kobieta odniosła wrażenie, że opadły wszystkie gałęzie z drzew kasztanowych z pobliskiego sadu. Przestraszona, wróciła do domu, a mąż natychmiast zapytał ją, czy dostała zapłatę od nieznajomego za wyświadczoną przysługę.
– Nic mi nie dał, ale wstawaj! Opadła połowa kasztanów, a do czasu, kiedy sąsiedzi zdadzą sobie z tego sprawę, trochę zdążymy ich nazbierać.
Skąpiec i Carmala dotarli do kasztanowego sadu, ale ze zdziwieniem spostrzegli, że z kasztanowców nie opadła ani jedna gałązka.

Ya Pagaste las Maquilas

Pewna kobieta z Bada, okręgu Parres, aby nie płacić daniny od zebranych plonów, nocami chodziła do młyna, żeby zmielić swoją kukurydzę, tak, aby młynarz o tym nie wiedział.
Jednej nocy, gdy skończyła mielić ziarna, ukazał jej się czarny pies w młynie, i stanął tak, że nijak nie mogła dosięgnąć swojej mąki. Po wielu trudach, udało jej się w końcu wypchnąć psa na zewnątrz, zabrała, to co udało jej się pozyskać, wsadziła do kosza i do worka i udała się w stronę domu.
Kiedy szła przez pastwisko, pies zbliżył się do niej, a ona, obawiając się że może ją ugryźć, dała mu garść mąki. A ponieważ ten, nieustannie szczerzył na nią kły, dała mu kolejną garść, następną i następną, aż w końcu skończyła się mąka, którą miała w koszu. Później włożyła rękę do tego, co miała w worku, i po trochu, dała psu wszystko , co miała. Pies stanął naprzeciwko kobiety, wybuchnął szyderczym śmiechem i powiedział:
– To teraz zapłaciłaś to, co byłaś dłużna młynarzowi.

Ja, ja, ja, que comí sopes!

Pewnego razu staruszka, z regionu Teverga, poszła w góry w poszukiwaniu koźlęcia, które jej zaginęło. Znalazła je ukryte za skałą, trzęsące się z zimna. Wzięła je więc na ręce, opatuliła chustą i zaniosła do domu.
Gdy znalazła się w swojej chatce, zapaliła ogień, i zrobiła sobie na kolację zupę z okruszków chleba, a to co zostało, dała w misce koziołkowi.
Potem zaczęła układać się do łózka, stojącego blisko ognia. Koziołek siedział zaś koło ognia i przeżuwając swoją porcję, bacznie przyglądała się kobiecie zdejmującej ubrania. W końcu położyła się d łóżka i przeżegnała się przed snem.
Koziołek, kiedy zobaczył ją robiącą znak krzyża, kichnął przeraźliwie, stanął na tylnich nogach i rzekł:

– Ha, ha, ha, kto zjadł twoją zupę
Ha, ha, ha kto ją zjadł
Ha, ha, ha kto widział twój tyłek
Ha, ha, ha kto go widział!¹

i ulotnił się z dymem.

¡Cucurucú!

Trzy dziewczęta  z okolic Allande, pewnej nocy udały się do młyna aby zmielić kukurydzę. A ponieważ cała operacja trwała aż do ranka dnia następnego, położyły się obok młyńskiego koła, i słuchając rumoru, który wydawała maszyna, zapadły w sen.
O świcie, kiedy ptaki śpiewały już nad brzegiem rzeki, dziewczęta usłyszały płacz u swoich stóp i zobaczyły dopiero co narodzone dziecko.
Jedna z nich usiadła obok zawiniątka, i przecierając oczy ze zdziwienia powiedziała:
– Która z was urodziła to dziecko?
– Chyba ty, bo byłaś pierwszą, która usłyszała płacz.
– Nie, chyba ty.
– Albo ty.
– Albo ona.
I wszystkie trzy wszczęły wielką kłótnię o to, która z nich była matką dziecka. W końcu jedna z dziewcząt zlitowała się nad płaczącym niemowlęciem, wzięła je na ręce i powiedziała:
– Skoro wydaje się, że to ja jestem jego matką, wezmę je i nakarmię.
– Ah…! – westchnęły z ulgą jej towarzyszki.
Kiedy dziewczyna dotarła do domu, rozpaliła ogień, podgrzała wodę i umyła w niej dziecko. Potem starannie je wytarła i obdarzywszy pieszczotami, założyła czyste pieluszki i zawinęła w chustę.
– Biedaczku – powiedziała dziewczyna – zaraz przygotuję ci ciepłe mleko, a w tym czasie położę cię tutaj, koło ciepłego ognia.
Kiedy dziewczyna trzymała w ręce garnek, w którym chciała zagotować mleko, dziecko wdrapało się po łańcuchu pod sam sufit, nad palenisko i stamtąd zawołało:

-¡Cucurucú!
pokochałaś mnie
ogrzałaś mnie
i wysyszyłaś mi tyłek.²

Wszystkie historie pochodzą z książki „Del Folklore Asturiano. Mitos, Supersticiones, Costumbres” autorstwa Aurelio De Llano Roza De Ampudia z 1922 roku.

1. W wersji oryginalnej te rymowanki brzmi o wiele lepiej, dlatego zamieszczam te ich oryginały.
—¡Cucurucú!
amantásteme
calentásteme
y secásteme el cu.

2. —¡Ja, ja, ja, que comí sopes!
¡Ja, ja, ja, que les comí!
Ja, ja, ja, que te vi el cu!
Ja, ja, ja, que te lu vi!

Reklamy