Tagi

, ,

Po wybuchu wojny wojny domowej 18 lipca 1936 roku, kiedy wojsko zdobyło tereny położone w pobliżu stolicy i zaczęło bombardować Madryt, wielu spośród mieszkańców miasta szukało schronienia w metrze, aby ustrzec się przed powietrznymi atakami. Na początku byli to jedynie ci, którzy ukryli w się w podziemiu podczas nalotu, ale z upływem czasu na przystankach i w korytarzach metra osiedliły się całe rodziny. Począwszy od 6 sierpnia 1936 roku, stacje pozostawały otwarte przez całą noc, aby zapienić miejsce ucieczki i schronienie dla mieszkańców, tak samo jak dziać się miało w kolejnych latach w metrze londyńskim czy berlińskim,  w trakcie II wojny  światowej. W podziemnych pomieszczenia założono punkty pierwszej pomocy, dwa wagony pełniły funkcję ambulansów, podczas gdy pozostałe funkcjonowały jako karawany przewożące trumny na cmentarz.

Oprócz użytkowania wspomnianych tuleni rząd republikański umieścił w podziemiach ogromną fabrykę i założył skład amunicji na odcinku sieci metra, który był całkowicie odcięty od ruchu publicznego. Wspomniana fabryka amunicji, tak jak magazyn pełen materiałów wybuchowych i granatów, znajdował się dokładnie pod ulicą Torrijas (dziś ulica Conde del Peñalver),  w części w której znajdowało się dojście do tunelu umiejscowionego pomiędzy stacjami Lista i Diego de León. Pracowały tam setki robotników, wśród których większość zatrudnionych stanowiły kobiety. Chociaż bogata dzielnica Salamanca była częścią miasta najmniej zniszczoną przez ataki bombowe, przypuszczano, że była też obszarem najbezpieczniejszym do ukrycia podziemnego depozytu.

Około 9 rano, 10 stycznia 1938 roku, każdy kto miał pecha przebywać w okolicy, w której dziś znajduje się Corte Ingles na Conde del Peñalver, mógł usłyszeć uksplozję o takiej intensywności, że pogłos i fala uderzeniowa były zauważalne aż przy odległej stacji na Puerta del Sol. Szeroki obszar ulicy Torrijas razem z całym tramwajem wyleciał w powietrze. Niszcząca eksplozja dosięgła większość okolicznych budynków po obu stronach ulicy, dotkliwie naruszając ich fundamenty. Jeśli jednak przerażająca była krew na ulicach, dużo gorzej sytuacja miała się pod ziemią. Cztery pociągli, które krążyły w tamtym momencie po sieci metra, razem ze znajdującymi się w nich pasażerami zostały kompletnie zniszczone uderzeniem ekspansywnej fali. W ten sam sposób ci, którzy o tamtej nieszczęśliwej porze oczekiwali na pobliskich przystankach, także zginęli albo odniesli bardzo powazne obrażenia.

Z powodów do dziś nie wyjaśnionych, owego poranka, fabryka pod ulicą Torrijas, w której pracowało ponad 300 kobiet napełniających pociski, w tajemniczy sposób zapaliła się, powodując straszną katastrofę. Szacuje się, że ilość ofiar oscyluje pomiędzy 2 a 5 tysięcy. Nigdy nie ujawniono szczegółowego śledztwa na ten temat, a rząd republikański robił wszystko, co było w jego mocy, aby utrzymywać katastrofę w absolutnym sekrecie. bez żadnego wyjaśniania jej, bez żadnych wzmianek prasowych czy radiowych na temat tego, co się wydarzyło. Ci, którzy nie mogli się powstrzymać i publicznie komentowali tragedię, byli dyskretnie „usuwani” przez policję. inne wersję wydarzenia twierdzą, że liczba zabitych była dużo mniejsza. Liczba, która pojawia się w oficjalnym rejestrze cmentarza Almudena z dopiskiem „Eksplozja na Torrijas” to tylko 63.

Chociaż podczas wojny metro było spółką prywatną, to jednak rząd ustalał ceny biletów i wysokość pensji pracowniczych. Powodowało to pewne trudności ekonomiczne, jednak nigdy nie stało się przeszkodą, aby wydłużać istniejące linie metra aż do czasu, gdy dodane zostały nowe, ze względu na gwałtowny wzrost populacji – w ciągu dekady (lata 50 XX wieku) był to wzrost z 1.700 000 do 2.600 000 mieszkańców. W 1955 roku metro zostało upaństwowione. Prace aby rozbudować wielkość stacji trwały, długość przystanków zwiększono  z 60 do 90 metrów, tak, aby mogły pomieścić pociągi  z sześcioma wagonami.

W miarę jak miasto rozrastało się i nadszedł okres powodzenia, sieć metra, oficjalnie nazwana została Metro de Madrid S.A., pozostawała pod kontrolą miasta; spektakularnie się powiększała, aż osiągnęła swoje obecne rozmiary, dodając usługi takie jak Metronorte, Metroeste i Metro Ligero. Konstruowano też nowe stacje na przedmieściach, z których wiele wyposażone było w windy wywożące pasażerów na powierzchnię. Stacje te wyróżniają się ze względu na swój spektakularny wygląd, rozmiary oraz nowoczesność, dając dowód na rozwój metra, którego nei osiągnięto nawet w takich miastach jak Londyn, Paryż czy Nowy Jork. Tylko w 2006 i 2007 roku otwarto 15 nowych stacji  w całej sieci. w 2008 roku madryckie metro przewiozło 570 milionów pasażerów 14 liniami, wyposażonymi w 292 stacje, co czyni ją drugą pod względem wielkości siecią metra w Europie zachodniej, a trzecią na świecie.

Od 90 lat, kiedy do użytku publicznego weszła pierwsza linia metra otwarta przez alfonsa XIII, zamknięto tylko jedną  stację. Chodzi o stację Chamberí, która początkowo przynależała do linii 1, a która zamknęła swoje drzwi 21 maja 1966 roku, ponieważ jedynie 230 metrów od tej stacji znajdowała się kolejna, i pociąg nie mógł się zmieścić w ciasnym zakręcie oddzielającym przystanki, powiększone do 90 metrów. Po zamknięciu Chamberí zmieniła się w „stację widmo”, gromadzącą kurz i brud i zamrożoną w latach 60, razem ze starymi plakatami reklamowymi o ogłoszeniami. Linia 1 działała nadal i tylko przejeżdżała przez tę stację. Często pasażerowie przyciskali twarze do szyb wagonu, próbując w ciemności dostrzec jakieś detale tajemniczej stacji.

24 marca 2008 roku stacja została na nowo otwarta, nie po to jednak by włączyć ją do ruchu, ale po to, by utworzyć tam muzeum, które nazwano „Przystanek Zero”. (Anden Cero). Władze wzniosły nowe wejście na rogu Plaza de Chamberí, przez które zwiedzający mogli zejść w dół i obejrzeć stację. Chociaż została ona odpowiednio odrestaurowana, pozostały tam plakaty i ogłoszenia z epoki, a niektóre  z nich dalej nie straciły na aktualności jak kawa La Esterlla albo zegarki Longines.

Częścią całości muzeum „Anden Cero” są stare warsztaty metra i centrala elektryczna usytuowana w dzielnicy Pacifico ( na południe od stacji Atocha), która ukazuje trzy ogromne turbiny Diesla wyprodukowane  w Niemczech w 1923 roku. Oprócz dostarczania energii do sieci metra, owe turbiny używano także podczas wojny domowej aby dostarczać prądu do domów, gdy zamknięto jego dopływ.

Oprócz wspomnianej Chamberí, istnieje inna „stacja widmo”, którą zbudowano, ale nigdy nie włączono jej do użytku, Arroyo Fesno. Po włączeniu do uzytku linii 7 w 1999 roku, zawierającej  6 nowych przystanków, zdecydowano się nie otwierać jednej ze stacji z powodu niskiego zaludnienia obszaru. Odtąd Arroyo Fesno pozostaje zamknięta,  mimo że pociągi przez nią przejeżdżają na trasie z Lacona do Pitis. Oficjalnie przyjęte stanowisko głosi, że stacja zostanie otwarta tak szybko, jak zurbanizuje się okolica. W międzyczasie stacja pozostaje opustoszała i wyróżnia się jedynie przez jakieś graffiti lub bezdomnego, który postanowił tam spędzić noc.

Reklamy