Tagi

, , , , , ,

Kiedy byłam niedawno w Madrycie, podczas włóczenia się po ulicach, udekorowanych już świecidełkami i kolorowymi dekoracjami świątecznymi, natrafiłam na Plaza Mayor. Był już wieczór, słońce dawno zaszło, niebo mieniło się kolorami od niebieskiego aż do fioletowego, tu i ówdzie upstrzone kolorowymi światełkami. Plac wypełniał tłum ludzi i mnóstwo stoisk sprzedających, jak mi się wydawało – świąteczne badziewie, typu bombki, jakieś łańcuchy, inne gadżety choinkowe i odpustowe prezenty. Jednak kiedy podeszłam bliżej, okazało się to prawdą tylko w niewielkim stopniu. Otóż jasne że były stragany sprzedające czapki, gwizdki i jakieś plastikowe pierdoły w chińskim stylu, ale większość tych stoisk wypełniona była akcesoriami do budowy szopki. Pierwsze, drugie, dziesiątek.. ok. Ale następne i następne? Okazało się, że Hiszpanie o wiele większą wagę, niż do choinki przywiązują do budowania szopki. A właściwie nie tylko szoki – całego miasteczka betlejemskiego, nazywanego tu po prostu Belen. Oprócz samej szopki, czyli domku z Jezusem, Maryją i Józefem, sianek, zwierzątkami, buduje się ( i to nieprawdopodobnie szczegółowo) całe miasteczko i jego życie codzienne. Gdzieś tam pojawia się rybak, gdzie indziej pasterz doglądający owieczek, kóz czy co tam wypasa, gdzieś plotkują kobiety. W jakimś kącie starowinka plewi swoje grządki, ktoś tam wiezie produkty na targ, gdzieś plącze się kot. Ogrom tych figurek jest niesamowity.

A wśród nich oczywiście musiała się znaleźć figurka pochodzenia katalońskiego, tak zwany Caganer  (hiszp. cagar – srać). Początek tej figurki sięga XVIII wieku, i jest typowa dla obszaru Katalonii i Walencji. W szopce pojawia się zazwyczaj w  rogu, ukryta za jakimś krzakiem „czynią swą powinność”. Bo skoro podczas narodzenia Jezusa działy się rzeczy zwykłe, jak karmienie krowy, łowienie ryb, czy ostrzenie kosy, to dlaczego ktoś miałby nie przycupnąć za krzakiem, za potrzebą? 🙂 Teraz to nie tylko tylko jakiś tam ludzik, w postać Caganera wcielają się sławy tego świata: od Elvisa, przez Marylin Monroe, statuę Wolności, do Baracka Obamy czy papieża. I nikt się o to nie obraża, w końcu to zaszczyt znaleźć się  w katalońskiej (czy w ogóle hiszpańskiej szopce).

Tradycja wystawiania tak bogatych szopek sięga ponoć wieku XVIII. Hiszpania zawdzięcza ją Karolowi III, który miał ją zaimportować z Włoch – to dzięki niemu szopki zdobią nie tylko kościoły, ale też wszelkie instytucje państwowe jak ratusze, ale też szkoły, wystawy sklepowe, czy okazałe place miejsckie. W madrycie szopka była „ukryta” w budynku, do którego prowadziła co najmniej godzinna kolejka. A że ja  czekać nie lubię, to szopki w Madrycie nie widziałam.

Widziałam za to szopkę w Oviedo, ustawiona na placu przed katedrą. Nie była jakoś szczególnie imponująca, ani  w dzień ani w nocy. Nie zmienia to jednak faktu, że wyglądała o wiele okazalej niż choinka, stojąca całkiem niedaleko.  Jednak ani szopki, ani choinki nie  sprawiają, jakoby w Oviedo można było poczuć święta. Jakieś biedne dekoracje w sklepach, i zwisające mikołaje na balkonach, temperatura oscylująca w okolicy 10 stopni i deszcz, który ostatnio się pojawił i pada nieustannie – nic nie pomaga we wczuciu się w nauczone, polskie święta. Nawet „Last Christmas”  w tym roku nie słyszałam spacerując z koszykiem między sklepowymi półkami. Dziwne uczucie to jest, ale.. Do świąt pozostał około tydzień, zobaczę jak się rozwinie sytuacja 😉

Reklamy