Tagi

, ,

Święta minęły ekspresowo, Sylwester również. Nowy Rok został przywitany, co prawda bez wielkich fajerwerków i ruskiego szampana, ale za to winogronami na ulicach Oviedo. Leniwie zaczyna się styczeń. I pada propozycja wycieczki, od przemiłego Hiszpana – chcesz zobaczyć kilka moich ulubionych miejsc w Asturii ? Głupie pytanie, jasne że chcę. I tym sposobem,  z samego rana, jak zwykle w okolicach 12, w piękny, słoneczny dzień jedziemy do ponoć najpiękniejszych zakątków regionu. Najpiękniejsze jest tu pojęciem subiektywnym, bo każdy mieszkaniec Asturii ma swoje ulubione i są one inne, ale… miejsca które pokazał mi Carlos był naprawdę wspaniałe 🙂

Pierwszym  z nich była playa de Gaudamia, i znajdujące się koło niej Bufones de Pría. Owe bufones są pęknięciami i otworami w skałach, które znajdują się bezpośrednio nad morzem, i przez które morskie fale  wyrzucają wodę z ogromną siłą, tworzą coś na kształt wodotrysków, które mogą osiągać po kilkanaście metrów wysokości. Z daleka wyglądają jak dym albo parująca woda. I towarzyszy temu niesamowity dźwięk, taki hałas, jakby ziemia chciała przemówić 😉 Dzieje się tak gdy morze jest wysoko, i w dodatku jest wzburzone. Widok niesamowity. Za pierwszym razem się przestraszyłam, bo bufones pojawiają się niespodziewanie. A ponieważ dzień był słoneczny, woda z tych naturalnych fontann, i fal rozbijających się o wysokie skały, za każdym razem tworzyły tęczę. Wszystko to było wspaniałe, ale nigdy w życiu nie miałam tak brudnego od morskiej wody aparatu, bo rozproszony w powietrzu deszcz nie opadał ani na sekundę, i tworzył dookoła coś w rodzaju mgły. A że dzień był słoneczny, wszystko wyglądało bajkowo. I człowiek gapił się i na tęczę, i na morze i słuchał jego szumu, i był szczęśliwy.

Kolejnym przystankiem wycieczki było Llanes, niewielkie miasteczko również położone nad morzem. Wcześniej w nim nie byłam, teraz też zwiedzanie nie było w planie. Carlos zatrzymał samochód przy samym porcie. Po to, aby pokazać mi znajdujące się tam Cubos de la Memoria. Co to? Wielkie kamienne bloki, które pewien artysta, Agustín Ibarrola upstrzył różnymi kolorami, wzorami i malunkami, zmieniając szare kamienie w jedną z najbardziej rozpoznawalnych rzeczy w mieście. Pomysł by zmienić coś szarego i brzydkiego w radosne i kolorowe, bardzo mi się podoba. a sam artysta o swoich dziele mówi: „ Za pomocą Cubos de la Memoria stworzyłem nowy krajobraz w Llanes (…)za pomocą którego zamieniłes schody w porcie w Lllanes w gigantyczną , kolorową rzeźbę(…)Trójwymiarowość, koloryt i efekty optyczne, uwydatnianie przez fale morskie, przypływy i odpływy, tworzą różnorodność  Cubos de la Memoria. (…)Będzie to jedno  z moich najlepszych dzieł.” Innych dzieł artysty nie widziałam, a klocki wyglądają raczej jak pomalowane przed dzieci. Nie zmienia to faktu, że efekt, jaki tworzą jest ciekawy.

Zwieńczeniem wycieczki był piknik, w kolejnym przepięknym miejscu. Nazwy raczej nie ma, bo jak mówił Carlos, wynalazł je sam, pośród pustkowia, niedaleko Llanes, i nigdy nie widział tam wiele ludzi. I oprócz pasących się nieopodal zwierząt, resztek jakiejś kapliczki i szumu morza nie ma tam nic. Ale wiem jedno, że tortilla zrobiona prze Hiszpana i jedzona nad morską przepaścią była jedna  z najlepszych jakie w życiu jadłam 🙂 Tak więc ten rok zaczyna się naprawdę wspaniale, i jeśli zamierza tę tendencję utrzymywać, to zapewne czeka mnie jeszcze niejeden cudowny dzien.

Reklamy