Tagi

, , , , , , ,

Po zachwytach Granadą i Alhambrą, wczesnym sobotnim rankiem wyprowadziłam się z domu Jesusa i Vincente  (moich hostów), którzy byli naprawdę wspaniali. Spakowałam swój burdel przy dźwiękach Kabaretu, który oni też uwielbiali (Liza Minessli es divina :> ) i wyruszyłam w stronę Albacín. Tam właśnie mieszkał Ammar, którego poznałam w Córdobie, i tam miałam spędzić kolejne 3 dni ( jako że moja wycieczka się ciut przedłużyła, i Ammar wspaniałomyślnie zaoferował mi miejsce do spania). Jednocześnie przyznam szczerze, trochę się bała gdzie wyląduję, bo miałam w głowie cały czas stwierdzenie, że mieszka w cueva ( a wtedy jeszcze nie miałam zielonego pojęcia co znaczy ta instytucja), więc wyobrażałam sobie hipisowską dziurę w skale, bez prądu, bez wody, choć z drugiej strony nie pasowało mi to do Nikona D3, którzy trzymał w ręce, kiedy spotkałam go po raz pierwszy. Ale… Przyszedł w miejsce gdzie się umówiliśmy, i powiedział, że spotkał dziecko, które go uczy hiszpańskiego. Poczekałam więc grzecznie aż się  z dzieciakiem pożegna (rozbroiła mnie ta sytuacja, nie wiem tylko kto bardziej, dzieciak ufający do granic możliwości hipisowi, czy hipis jarający się okrutnie z lekcji z małą dziewczynką). Zabrał mnie więc do swojej jaskini, która (na szczęście) okazała się domem. I to domem zajebistym, w dodatku z łazienką, fajnym ogrodem, w którym pachniały moje ukochane z Alcazaru w Sevilli kwiatki ( i do teraz nie mam zielonego pojęcia jak się nazywają).

Hipisowska indokrynacja zaczęła się dość szybko i choć czasem działała mi na nerwy, to jednak z drugiej strony mi się podobała. Zaczął od edukacji fotograficznej ( czasem mi wstyd, że nie wiem o istnieniu niektórych funkcji mojego aparatu), przez chiromancję, zapoznał mnie ze swoimi znajomymi, mieszkającymi w innych cuevas, też tych biedniejszych i bardziej prymitywnych, za to mających najpiękniejszy jaki w życiu widziałam widok na Alhambrę ( swoją drogą ją też chrześcijanie musieli zniszczyć po swojemu, budując nieproporcjonalnie do wszystkiego wysoki kościół, ech… ). Obejrzałam kilka filmów które zrobił, między innymi o Afryce, o niewidomych etc. Człowiek hipis renesansu 😉

Nie wiedziałam też, że dla Ammara dzień zaczyna się przed 7 rano, zostałam więc brutalnie obudzona, albo ściślej rzecz ujmując zmuszona do wstania. Poszliśmy więc o 7 rano na mój ulubiobny mirador, przed wschodem słońca, kiedy zimno było  de puta madre i …. graliśmy w badmintona. Potem Ammar uskuteczniał swoje tai chi w którym też asystowałam (nieudolnie jak diabli), a reszta dnia minęła na szwędaniu się po Albacín, gadaniu o tajemnicach życia i śmierci i innych takich. Wieczorem zaś,  z naprawdę dobrymi chęciami zrobienia zdjęcia Alhambrze o zachodzie słońca poszliśmy na Mirador San Nicolas. Spotkałam moich ulubionych cyganów, wystrojonych jak diabli na biało. Pytam więc, czemu są tacy wyeleganceni. Magdalena, joder, es Domingo de ramos (czyli niedziela palmowa, która faktycznie była wtedy).

Ale.. moje szczęście nie byłoby wyjątkowe, gdybym zrobiła to przeklęte zdjęcie i po bożemu wróciła  z Ammarem do cueva. Co to to nie. Pouskuteczniałam palmas z Cyganami więc, pogadałam i od słowa do słowa zaprosili mnie na imprezę urodzinową czyjejś prima czy sobrina. Pojechałam więc z Cyganami ( taksą 😀 )na iście cygańskie zadupie, kojarząc tylko pobieżnie gdzie jestem. Nic to, wchodzę dzielnie do cygńskiego domu w delikatnie mówiąc podejrzanej podejrzanej okolicy. Milion dzieci w przedziale wiekowym od dwa do dziesięć chyba ( chyba, bo ocenianie wieku bachorów nie jest moją mocną stroną). Panny wystrojone jak laski w Oviedo w sobotnie noce, ale .. w kapciach., zdjęcia przodków na ścianach, ale maszyna grająca najlepsza jaką dało się zdobyć ( też pewnie zmieniła miejsce lub właściciela, ale bez uprzedzeń).  Grali flamenco, śpiewali, wszyscy bez wyjątku akompaniowali z palmas, nawet te dzieciaki po 2 lata – zwariowałam, dlaczego mnie to przerasta ?! Sami dopraszali się żeby im robić zdjęcia ale.. sin flash :> Zabawnie. Imprezy cygańskie rządzą, pewnie są  z większym rozmachem, kiedy nie są w niedzielę i kiedy zostaje się do końca ( ja się zwinęłam ostatnim autobusem, bo inaczej nie miałam pojęcia jak stamtąd wrócić do mojej cueva). Ale na odchodne dostałam płytę z cygańskimi flamenco hitami, żeby potem powspominać z uśmiechem wieczory na San Nicolas 😉

No i na koniec hity cygańskie 😉 Podziwiać video nie ma co, bo zdjęcia się powtarzają  z tymi tu, lepiej posłuchać, zwłaszcza jak Cyganie zaciągają, ja oszalałam :))))

Reklamy