Tagi

, ,

W moim Paryskim życiu nadszedł czas na podjęcie turbo ważnej decyzji, czy jadę dalej, tak jak zakładał początkowy plan ( i tak już delikatnie przesunięty w czasie), czy jeszcze mam wenę posiedzieć w tym dziwnym miejscu. Ale.. z racji, że wcześniej szukając miejsca do spania na Couchsurfingu, nawiązałam rozmowę z Francuzem, którego chciałam strasznie poznać ( kolejny kolega po fachu, też z zamiłowaniem prostujący kciuk na poboczu), kiedy przeczytałam „Słuchaj, ja wracam do Paryża w niedzielę koło północy. Jeśli chcesz zostać dłużej, niż do niedzieli – nie ma sprawy”, dalsze gnicie w Paris stało się rzeczą oczywistą. Thomas napisał najpierw, żebyśmy się spotkali jakoś koło północy właśnie, i podał mi nazwę stacji metra. Ale 5 minut później dostaję kolejną wiadomość: „Wiesz co, mam lepszy pomysł. Masz mój adres, kod do głównego wejścia, pod wycieraczką z lewej strony leży zapasowy klucz. Przyjdź sobie, kiedy chcesz, a ja będę koło północy, bo tak przyjeżdża pociąg z Nantes.” Trochę zgłupiałam, bo gościnność ludzi z Cs znam aż za dobrze, instytucję tę kocham i uwielbiam, ale z takim poziomem zaufania się nie spotkałam. Niemniej spakowałam swój artystyczny rozpizd, pożegnałam się z dotychczasową paryską rodziną, i podreptałam w stronę nowego domu, zaopatrzywszy się w wieczorne 300169_10151560447043454_1090939040_npiweczka. Przyszła pod podany adres, wstukała kod w domofon – no otwiera się jak nic. Wchodzę do winy, wyjeżdżam na wskazane piętro. Podchodzę do drzwi, podnoszę róg wycieraczki – klucz leży jak gdyby nigdy nic. Kuźwa, głupio tak do czyjejś chaty wchodzić, zwłaszcza jak się człowieka nie zna i na oczy nie widziało. Ale nie będę jak debil klabować pod drzwiami aż się zjawi. Wsadzam w zamek, przekręcam, wchodzę do środka. Zrzucam plecak, rozglądam się dookoła, a tam gitara w kącie, saksofon, akordeon, kartony z napisami na stopa, jak moje. „Oooo, zajebiście trafiłam” – myślę sobie odpalając papierosa na balkonie i popijając piwo. Po jakimś pół godziny, mojego bezrefleksyjnego gapienia się na oświetlony Paryż, wchodzi Thomas. I jak już zaczęliśmy rozmawiać, to nie skończyliśmy do samego rana. O wszystkim, ale przede wszystkim o autostopowych przygodach. Jak fajnie trafić na kogoś równie popieprzonego 😀 Z racji, że Thomas rano szedł do pracy, a ja się chciałam jeszcze powłóczyć mówię „Stary, idziemy spać”. Zainstalowałam się na materacu, zgasiłam światło, ale oczywiście gadaliśmy dalej, jak na kolonii.

Z samego rana Thomas poszedł do pracy, a ja bym spała w najlepsze, gdyby nie obudziła mnie telefon od monsieur Andree.

– Rudoróż, gdzie jesteś, co robisz?

– Właśnie mnie obudziłeś…

 – Boże, jest 9.. jak można spać o tej porze?! Ja nie spałem całą noc, nakurwiałem sztukę. Masz pół godziny i kawa tam gdzie zawsze.

 – Okkk, ogarniam się.

Tym brutalnym sposobem zostałam wywleczona z błogiego stanu zaspania, ale w sumie to dobrze, bo raz, że zdążyłam się jeszcze poszlajać po Paris, dwa, że znów odwiedzić Montmarte, a trzy że spędziłam kolejne kilka godzin z monsieur A., wlewając w siebie kofeinę, faszerując się nikotyną, rozmawiając i gapiąc się na ludzi. Jak mawiał, przez oceany kofeiny do wysp ukojenia.

Cały dzień spędziłam chodząc po prostu celowo bez celu, przyłączając się do piknikujących Francuzów, wygrzewając w słońcu jak kot i ciesząc się ostatnim całym dniem w Paris. Bo co, jak co, ale powoli trzeba było myśleć o jechaniu na południe. W końcu umówiłam się w Sevilli, i i tak już jestem spóźniona, i niby zostałabym w Paris dłużej, na pewno by mi się nie znudził, bo samo odwiedzanie muzeów i robienie zdjęć zajęłoby mi kolejne dwa tygodnie, i sam monsieur Andree mówił, „Weź zostań. Mam sporo wolnego w tym tygodniu, pokaże Ci fajne miejsca, prześpisz się w jakimś hotelu, bo jak do mnie klienci przyjeżdżają to im zawsze idzie coś za friko ogarnąć. A poza tym, polubiłem Cię, jesteś zajebistą dupą. Taką z polotem”. xD

Ale jechać trzeba. Więc sentymentalny dzień to był, lekko, bo trzeba się rozstać z tym popieprzonym miastem. Dlatego tylko kilka migawek, bez długiej historii.

A o drodze na południe, to już następnym razem.

DSC_0373

DSC_0371 DSC_0365 DSC_0361 DSC_0359 DSC_0299-2 DSC_0302 DSC_0306 DSC_0342 DSC_0352 DSC_0297 DSC_0274 DSC_0119 DSC_0047 DSC_0049

Reklamy